RSS
 

Przeciwności losu..

17 mar

Jak w tytule. Piętrzą się.

Z przyczyn rodzinnych pisanie niestety aktualnie jest na dalekim miejscu wśród rzeczy, na które jest czas.

Liczę jednak, że uda mi się skończyć serię „sopocką” ,albo przynajmniej wrzucić coś krótszego żeby nie zapomnieć jak się w klawiaturę stuka.

Pozdrawiam, nie tracąc nadziei.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jak mówi stare porzekadło. .

22 cze

Jak mówi stare porzekadło : „Nie bój się iść do przodu powoli,  bój się tylko stania w miejscu”. Jak widać pisanie idzie do przodu bardzo powoli, ale co robić- poprostu nie na wszystko starcza doby.

Pozdrawiam wszystkich, którzy tu jeszcze zaglądają i obiecuję, że postaram się by dalsze części opowieści pojawiły się w najkrótszym możliwym czasie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sopot 5

08 lis

Sopot 5

Jakieś dwadzieścia metrów ode mnie już od ponad kwadransa toczyła się zaciekła walka i -prawdę powiedziawszy byłem mocno zaskoczony, że Gang  wytrzymał aż tak długo. Stary chińczyk odbijał  piekielnie gorące kule smoczego ognia z gracją mistrza kung-fu z dawnych filmów, ale mogłem bez trudu dostrzec cienką warstwę potu, która zaczęła pokrywać jego czoło.

Powoli, ale nieuchronnie słabł.

Ogromne, złociste cielsko smoka dla odmiany aż kipiało żywą magią. Wyraźnie widziałem otaczającą go moc- migoczącą  sferę splecioną z setek nici, z pozoru delikatnych niczym babie lato, ale jak dotąd odpornych na wszystkie ataki przeciwnika.

Kiedy  kolejna potężna  kula ognia przecięła powietrze z głośnym sykiem, rzucając staruszka na deski, uznałem, że nie ma na co czekać- choć byłem bardziej niż pewny, że mi nie podziękuje. Wyskoczyłem z zarośli tuż za plecami gada i mamrocząc zaklęcie skierowałem je precyzyjnie w pokryty łuskami łeb czując, jak skondensowana magia nieomal rozrywa mi klatkę piersiową.

Smok zaryczał i zaczął wściekle potrząsać ogromnym pyskiem, starając się zrzucić z siebie to, co go trafiło, ale nie zamierzałem czekać, aż mu się uda. Poprawiłem równie mocno, tym razem celując  w  szeroki korpus zwierzęcia.

Gad zaczął ryć pazurami ziemię dookoła, oślepiony nagłym bólem, gdy nagle sprawy przybrały cokolwiek nieoczekiwany obrót..

Kątem oka dostrzegłem, że stary  chińczyk zrywa się na równe nogi i zaczyna coś krzyczeć wymachując rękami.

-Uciekaj, on cię zabije ! –dotarło do mnie, kiedy smocze ryki nieco przycichły.

Spokojnie, dam sobie radę- pomyślałem-w tym samym jednak momencie wielki łeb odwrócił się w moją stronę, a ja zamarłem zaskoczony. Oczy smoka były niemal ludzkie, przepełnione bólem i urazą, jak u dziecka, które niesłusznie skarcono.

Przez dłuższą chwilę staliśmy naprzeciw siebie, mierząc się wzrokiem w ciszy.

-Uciekaj, szybko!- krzyknął Gang nagląco, zaciskając kurczowo dłonie na barierce drewnianego tarasu.

Smok zaryczał żałośnie, odwracając ku niemu wielki pysk, a jego kontury zafalowały delikatnie i zaczęły rozmywać się w powietrzu niczym mgła. Obserwowałem zafascynowany, jak w przeciągu kilku sekund tam, gdzie dotychczas znajdowało się ogromne cielsko, nie zostaje nic oprócz zrytej trawy i coraz bardziej ulotnego zapachu magii.

Gdy zniknął całkowicie,starzec spojrzał na mnie z nienawiścią i szybko cofnął się do wnętrza hotelu, z hukiem zamykając drzwi.Westchnąłem ciężko, spoglądając na zegarek -do świtu pozostały jeszcze co najmniej dwie godziny i tym razem zdecydowanie nie zamierzałem dać się spławić.

-Uprzejmości się skończyły, panie Gang –mruknąłem, wdrapując się na balkon, na którym jeszcze niedawno stał.

Drzwi zgodnie z przewidywaniami były zamknięte, ale i tak wszedłem.

Bez pukania, za to razem z futryną.

***

Starzec nie poruszył się nawet słysząc brzęk tłuczonego szkła- siedział w fotelu, sztywno wyprostowany, z wzrokiem wbitym w ścianę, więc bez zaproszenia zająłem fotel naprzeciwko.

- Musimy porozmawiać –stwierdziłem stanowczo, ale chińczyk jedynie się skrzywił.

-Nie mam ci nic do powiedzenia- warknął, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem.

- Wielkiego wyboru też nie masz, pragnę zauważyć- wzruszyłem ramionami- Wiesz, że stąd nie wyjadę dopóki on nie zniknie.

- Jesteś bardzo pewny siebie –Gang uśmiechnął się ironicznie.

Ponownie wzruszyłem ramionami.

- Chodzę po tym świecie już ponad pięć tysiącleci- mruknąłem- Znam swoje możliwości. Dziś go jedynie drasnąłem, jutro nie będę już taki uprzejmy.

Gang spiął się w sobie jeszcze bardziej i najwyraźniej nie zamierzał powiedzieć już ani słowa, ale cóż, nie oczekiwałem, że będzie łatwo.

-No dobrze, w takim razie ja będę mówić- westchnąłem – Na początku myślałem, że smok chce cię dopaść, ale jak widać byłem w błędzie. Wyraźnie nie chcesz, żeby stała mu się krzywda. Prawda jest jednak taka, przyjacielu, że nie jesteś w stanie temu zapobiec. Prędzej czy później ktoś go w końcu dopadnie..

- To tylko dziecko !!- wyrwało mu się, a kostki zaciśniętych na poręczach fotela dłoni gwałtownie pobielały.

- Tak już lepiej –skinąłem głową- Kontynuuj..

Chińczyk milczał jednak uparcie.

- Gdzie jest twój bratanek Longwei ?- spytałem, przyglądając mu się uważnie.

Przez ułamek sekundy widziałem na jego twarzy strach, a ciszę, która zapadła można by spokojnie kroić nożem.

-Bingo- mruknąłem- Powiesz mi w końcu, co tu się dzieje ?

-Jesteś wampirem- Gang skrzywił się z obrzydzeniem- Cokolwiek nie powiem i tak nie pozwolisz mu odejść wolno.

-Masz rację , nie pozwolę- nie zamierzałem zaprzeczać – Zabił zbyt wiele osób by udawać, że nic się nie stało. Jeśli jednak wyjaśnisz mi, o co w tym wszystkim chodzi, być może będę w stanie pomóc.

-Jak ? – roześmiał się ironicznie -Zapewnisz mu loch o podwyższonym standardzie, w którym będzie gnił do końca życia ?

-Posłuchaj mnie uważnie- starałem się zachować spokój- Ściągnięto mnie tu tylko dlatego, że twój bratanek narobił strasznego burdelu w tym mieście i nie zamierzam tego tak zostawić. Jeżeli naprawdę życzysz mu dobrze, okaż trochę rozsądku.

-Dlaczego miałbym ci zaufać ? –stary chińczyk nie wyglądał na przekonanego- Jesteś taki sam, jak cała reszta. Przypuśćmy nawet, że go nie zabijesz. I co dalej ? Oddasz go innym wampirom, a oni zamkną go w klatce dla jakichś chorych eksperymentów..

- Naczytałeś się za dużo powieści grozy -parsknąłem- Nie znam osobiście doktora Frankensteina, hrabiego Draculi ani Baby Jagi, która podobno gotuje dzieci w kociołku. Bądźmy poważni. Na kiego mi smok ?? Proponuję ci bardzo prosty układ- jeśli  będziesz współpracował, postaram się was wysłać w jakieś bezpieczne miejsce zanim miejscowi skrócą was o głowę.

-Dokąd ? Z powrotem do Chin ? -Gang wciąż stawiał opór -Nie pożyjemy tam długo..

-Japonia –mruknąłem- Porozmawiam z kim trzeba.

-Japonia ? –parsknął- Wasi kainici na Wschodzie nic nie znaczą.

-Mam pewne znajomości w Osace -wzruszyłem ramionami – Sądzę, że pan Sato mógłby się wami zająć, jeśli go poproszę.

Gang zerwał się z krzesła, wyraźnie wzburzony.

- Ktoś taki jak pan Sato nie wpuścił by cię nawet za próg! -warknął.

Ryknąłem śmiechem.

-Wbrew pozorom, przyjacielu, on ma znacznie mniejsze opory w kwestii współpracy z kainitami, niż ty- mruknąłem w końcu- Znamy się od lat i mam dla niego głęboki szacunek. Z przyjemnością stwierdzam, że wzajemnie.

- Jesteś łgarzem! -zapieklił się staruszek, wygrażając zaciśniętą pięścią w moim kierunku.

Tego już było za wiele. Nie wytrzymałem i złapałem go za gardło.

-Posłuchaj, bo nie będę powtarzać –warknąłem –To, że tu jestem, to tylko i wyłącznie wasza wina. Mogę zniszczyć twojego smoka, jeśli nawet nie sam, to z całą armią ludzi chętnych, żeby odpłacić mu za to, co zrobił. Oferuję ci jedyną szansą na ujście z tego z życiem. Mówisz, czy nie ?

Gang pomimo tego, że z wolna zaczynało mu brakować tchu, jedynie mocniej zacisnął wargi.

Puściłem go i bez słowa skierowałem się ku drzwiom balkonu. Ominąłem potłuczone szkło i resztki futryny, przeskoczyłem przez drewnianą barierkę po czym ruszyłem szybkim krokiem w coraz bardziej rzedniejącą ciemność, wściekły jak wszyscy diabli.

Nie zdążyłem jednak odejść za daleko, kiedy usłyszałem za sobą jego głos- spokojny i opanowany, jakby nic się nie stało.

-Porozmawiajmy zatem, kainito.

***

Cierpliwie czekałem, aż Gang zacznie swoją opowieść.

-Kiedyś, u zarania dziejów wierzono, że smoki naprawdę żyją na naszym świecie–westchnął w końcu ciężko- Stare podania głosiły, że niektóre z nich łączyły się w pary z ludźmi i miały z nimi potomstwo. Nie oczekuję, że to zrozumiesz, ale ja nigdy nie wątpiłem, że tak było.

Skinąłem głową, nie zamierzając się spierać. Chciałem znać całą prawdę- jego prawdę, jakakolwiek by nie była. Cóż, skoro u nas bogowie mieli głowy zwierząt, gdzie indziej mogli mieć ogony i ziać ogniem.

Nie miałem z tym kłopotu.

- Moją rodzinę od zawsze nazywano Dziećmi Smoka- kontynuował stary Chińczyk- Ludzie wierzyli, że  naprawdę nimi jesteśmy ze względu na szczególe uzdolnienia, które odziedziczyliśmy po przodkach.

-Na przykład jakie ? -zainteresowałem się.

-  Bardzo różne. Przepowiadanie przyszłości, leczenie, telekineza.. – Gang wzruszył ramionami, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie – Oczywiście moce u jednych były silniejsze, a u innych słabsze, ale nie było wśród nas nikogo, kto byłby ich pozbawiony.  Zwykliśmy nazywać te dary błogosławieństwem smoka, choć z czasem stały się raczej przekleństwem..

Pytająco uniosłem brwi.

- Musisz zrozumieć, że w naszej kulturze smoki kojarzone są ze szczęściem – zaczął wyjaśniać- To opiekunowie, strażnicy i mędrcy. Jako ich potomkowie czuliśmy się w obowiązku służyć ludziom i chronić ich przed złem, ale nie wszystkim odpowiadała ta droga . Znaleźli się tacy, którzy zamiast służby woleli władzę, potęgę i bogactwo. Chcieli wzbudzać strach, a nie miłość i zaślepieni pychą dokonali czynów, o których wolę nie wspominać. Okryli hańbą całą rodzinę.

Starzec zamilkł na dłuższą chwilę i wyraźnie widziałem, że walczy z bolesnymi wspomnieniami.

- Rodzina, która kiedyś była jednym, rozpadła się na dwa obozy-powiedział cicho- Po wielkiej wojnie, która pochłonęła morze ofiar, ci co przeżyli  odcięli się do świata- przekonaliśmy się już bowiem ile zła może wyrządzić każdy z nas, jeśli  jego dusza stanie się słaba i podatna na pokusy. W odległych, niedostępnych zakątkach Chin ostatni z naszego rodu powoli wymierali, w samotności, czasem w szaleństwie i dziś nie pozostał już prawie nikt …

Miałem świadomość tego, że cierpi i bardzo nie chciałem zadawać tego pytania, ale musiałem.

- Co się stało z Longwei ? Czy jego również ogarnęło szaleństwo ?

Gang uniósł wzrok i spojrzał mi prosto w oczy.

-Nie – oświadczył stanowczo- Longwei jest porywczy, jak każdy młodzik, ale jego serce jest prawe.

-Więc dlaczego zabija ? -naciskałem dalej.

-Nie wiem- starzec potrząsnął głową- Nie rozumiem tego.

Wyglądał na bardzo zmęczonego i kruchego, w niczym nie przypominał już człowieka, który z jeszcze godzinę temu walczył ze smokiem.

-Kiedy ostatni raz go widziałeś ? -zapytałem- To znaczy w normalnej postaci..

-Miesiąc temu – odpowiedział po chwili wahania- A potem zaczęły się te ataki.. Nie wierzę, że mógł to zrobić z własnej woli.

-To nasuwa mi kolejne pytanie -mruknąłem – Jak wielu masz wrogów ?

Gang roześmiał się cicho.

-Jestem bardzo stary -powiedział w końcu – Większość wrogów już przeżyłem, ale w Chinach wciąż  mieszkają ludzie, którzy pamiętają rzezie dokonane przez moich krewnych. To dlatego schroniliśmy się tutaj i staramy się żyć spokojnie, w zgodzie. Gdybym wiedział, kto za tym stoi, już dawno bym się nim zajął.

Westchnąłem ciężko, obserwując coraz bardziej jaśniejące nad horyzontem niebo i niechętnie podniosłem się z fotela.

-Muszę już iść, ale chcę, żebyś dobrze się zastanowił kto mógłby chcieć was skrzywdzić -mruknąłem- Zobaczymy się jutro wieczorem i mam nadzieję, że do tego czasu nikt nie zginie..

-Musisz wiedzieć o jednej rzeczy – na twarzy starca po raz drugi tego wieczoru pojawił się strach -Każda przemiana w smoka to ogromny wysiłek nawet dla kogoś bardziej doświadczonego, niż Longwei. A on ma dopiero czternaście lat..  

Nie musiał dokańczać- i bez tego zdawałem sobie sprawę, że przy takim wydatku energii organizm chłopaka wkrótce odmówi posłuszeństwa.

W milczeniu skinąłem mu głową na pożegnanie i ruszyłem w kierunku wyjścia.

-Jeszcze jedno -zatrzymałem się w progu – Powiedziałeś, że nie pozostał już prawie nikt z twojego rodu..

-Niestety – potwierdził Gang ze smutkiem – Co roku otrzymywałem wiadomości o śmierci kolejnych krewnych, aż w końcu zostaliśmy tylko my dwaj.

Zaskoczony otworzyłem usta, aby zaprotestować, jednak powstrzymałem się w ostatniej chwili.

Szybkim krokiem opuściłem hotel zostawiając Ganga samego z ponurymi myślami i natychmiast wybrałem numer do Rzymu.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS